sobota, 24 grudnia 2011

24 GRUDNIA, WIGILIA

Święta dobre i smaczne, chociaż bez nich i bez niego.
Truję swoją wyobraźnię Twoimi gestami, na odległość nie wiele możesz poradzić.
Kolędy przypływają ze wszystkich stron przez moje uszy.
Myśl, że następnego dnia Cię zobaczę nadaje się na idealną myśl o zawsze ciepłym słońcu.
A rozświetlona choinka, pomaga wspomnieniem dotknąć ciepła sprzed lat.
Obżarta kameralną kolacją u cioci Jadzi podejrzewam swój sen o niezaplanowane przyjście.
Nie obawiam się, najlepszy prezent, od taty - ponad 400 stron wierszy pani Haliny, nigdy nie opuści.
Pozostały 2 dni katorgi z rodzinami, których tak naprawdę nie ma.
A później SYLWESTER z najlepszymi.
Trzymajmy się mocno, naszych wygłupiających się ramion.


nie umiem powiedzieć słowem, nie słowem tęsknię,
ale rękoma zamykającymi przestrzeń.



sobota, 17 grudnia 2011

noc.

Nie taki humor na to wszystko. 
I moje oczy otwarte na oścież, chłepczące się w Twojej zatroskanej wyobraźni.
Nic nie jest takie, jakie bym chciała aby było.
Przede wszystkim ja.
Jednak dzisiaj zamierzam, dobrze się bawić.
sto lat Agatko. <3




o peggy brown..



niedziela, 11 grudnia 2011

you

Patrzę na Ciebie.
Uparcie tatuuję sobie na źrenicach ten widok.
Przez chłód, który od Ciebie bije odmrożę sobie palce u rąk.

 

 

 


 

protect me from what i want...




czwartek, 8 grudnia 2011


Grudzień.
Bezsenność mnie męczy i nuży. Siedzę owinięta polarowym kocem, popijając kakao intensywnie myślę.
Za oknem bajecznie. Mam ochotę być w to dzisiaj kilka lat temu.
Wciąż niewierząca jak ten czas ucieka, wspominam serdeczne zimy i święta,
kiedy niczego i nikogo nie brakowało.
Tyle czasu minęło, powinnam była przywyknąć.
Jednak nie, ja dalej nocami w oszołomionej głowie przygarniam pod swoje czoło obsesyjne myślenie...
Ból rozwierca na nowo, każdej nocy. Kiedy dojrzeję bardziej, opowiem.
Na razię tkwię z wzrokiem wskrzeszonym w szybę. Odliczam minuty do snu.
Jak byłam małą dziewczynką opowiadałaś mi śmieszną, zmyśloną historyjkę o tym, że Pan Sen przychodzi każdej nocy do wszystkich domów i czasem trzeba poczekac, grzecznie leżąc, na swoją kolej i myślec o przyjemnych i ciepłych rzeczach by w ten sposób zaprosic go do nas by przyszedł i obsypał nas sennym puchem. Kiedy zaczynałaś opowiadać o kolorach puchu już dawno spałam.
Nawet będąc starsza w wieczory bez snu wspominałam w głowie ów bajkę.
Dzisiaj najcieplejsze przytulenia i słowa prędzej zasypiają ode mnie.
Brakuje mi najbardziej mojego słodkiego dzieciństwa.
Niedocenianie i jego złośliwości. 

i feel the music's over...


środa, 30 listopada 2011

Mam wrażenie, że moje osobiste przestępstwa towarzyszą mi 24h na dobę, ale one to nic wielkiego, kiedy
małe kłamstewka, obgadywanka, tajemnice, wychodzą dość odważnie na światło dzienne.
Tak się staraliście, jednak nie mnie one męczą, tylko was.
Ja przymykam oczy na braki w waszych smutnych głowach i przytakuję machinalnie.
Nie poruszają mnie głupoty, one istnieją, a ja nie muszę w nich uczestniczyć.
Jestem już dużą dziewczynką, ku ogólnego zdziwienia,
potrafię samodzielnie podejmować ważne decyzje i rozpoznawać skrajności.
Nie wytłumaczę żadnemu z was, co to życie, skoro wy w kółko i w kółko tańczycie wokół swoich nudnych i banalnych osi, twierdząc bardzo rzetelnie, że to jest właśnie świat.
Zabawiacie mnie, cudowńutcy, jak znalazł.



i always stay with you...



piątek, 25 listopada 2011

long days

Ostatnie dni, męczące, senne, intensywne.
Tylko dzięki temu udawało mi się przespać noce głębokim snem, nie budząc się nad ranem po kilkaset razy.
Weekend mam już od środy, a gdy przede mną lekki tydzień, jest jeszcze lepiej.
Dużo więcej światła, któremu ufam i nie boję się już nic.
 Złe sny, już ich nie pamiętam, goją się poprzez moją wykrzyknikową wyobraźnię.
Bezpiecznie wszędzie.

Z Agatką Pamiętnik, a od 21 noc zakupów, aaah <3


 Nasze martwe dusze tańczą we mgle.

piątek, 18 listopada 2011

true

Wsłuchuję się z uwagą w twoje słowa. Oboje od dawna potrzebujemy zmian.
Chwytam twoje suche dłonie i owijam nimi twarz. Jest mi tak widocznie przyjemniej.
Oczy wypatrują stóp, ja tulę się językiem w twój smak.
Potrzebowałam. Potrzebuję cię tu nadal.

 
he turned me on but now i'm shaking
 
 
 
 

poniedziałek, 14 listopada 2011

in waiting


Wstyd mi , że pozwalam sobie na to. Rozpuściłam się ostatnio. Nie potrafię nawet, rozpoznać uczuć.
Niech ta jesień ucieknie, a zima zmrozi moje głupie myślenie. Histeria wnętrzności minie.
A ja rozpoznam twój smak i zapach po tym, że znów będą się bezczelnie mienić na słońcu.
Żeby cokolwiek znikło, musiała by nastać wieczna noc,
ale wtedy i tak nic nie zniknie do końca, tylko po prostu z pierwszego planu
bo nawet nocą, spod zakrwawionych od zgryzania palców wypuszczam twoje kosmyki włosów
przez co wiem, że się nie da i że tak będziesz tutaj na zawsze.
Choć nie trawię słów NA ZAWSZE.



codziennie sekuję.

piątek, 11 listopada 2011

missing


Coraz silniej tęsknię i nie potrafię się opanować.
Jak można tak bezkarnie zakochać się w miejscu?
Myślę, że muszę wyczekać do czerwca i wtedy do Ciebie powrócę moja droga.
Zatrzymałam się na chwilę biegając po własnej osi codzienności
i przypomniałam sobie, jak kocham zeszłe wakacje.
Kilka miejsc, do tego zdjęcia, rzeczy,
wspomnienia mnie kochają, a ja nie pozostaję im dłużna.
Tęsknię Anglio.




safe time baby...



środa, 9 listopada 2011

disable.



Plączę się w Twoich włosach, jak bezpańska suka
szukając schronienia w Twojej psychodelicznej głowie
zajadam ze smakiem Twoje rozkołysane myśli
próbując sinymi pocałunkami uspokoić każdy Twój nerw.
Senność zarzuca na nas bladoróżowy koc,
ty i ja
wyginam się by usnąć, ale strach bywa silniejszy
i podrzuca robaki do mojej głowy.
i ciągle się boimy, boimy, boimy
tracąc czas na wielkie gówno, na wielkie in love,
true love i inne pierdolnięcia, które niebawem pozbawią ziemię
zasranej ludzkości.


więc kładę się z powrotem w niego
i zasypiam dalej potężnie zakochana
a może tylko niewidoma jestem, że
widzę takie dziwne rzeczy, jak czasem
pożądanie w Twoich wariackich oczach?

dobranoc, pchły.


piątek, 21 października 2011

nightmares.


Skaczące myśli usypiają w Twoim uścisku i kolejnych papierosach, które gasną nam naprzemiennie.
Szybko zasypiam, tworząc sobie kolejną wieczność, po czym budzę się w przeraźliwym krzyku.
"Jestem, połóż się, przytulę Cię."
Jeszcze robię parę nerwowych skrętów tułowia, po czym zasypiam, beznamiętnie wyszukując Ciebie dłońmi, w każdym ze snów.
Ale tam Cię nie ma.
Leżysz tuż obok i odstraszasz odważnie wszystkie potwory z moich szuflad.
Kocham Cię.




wtorek, 18 października 2011

everything seems to be alright.



Modlę się, by ciemnowłosa, jak nasze myśli noc zajęła się tym dniem.
A później poranek wyciągnął z siebie inną, jednak przeciętną noc.
I znowu będziesz i będzie jak wczoraj.

A moje obrzydliwie wyschłe usta zatańczą znowu z Twoimi obojczykami,
a za suche dłonie z pozjadanymi paznokciami wygładzą kark
i dotkniemy się biodrami, a Ty się tak cudownie śmiejesz.
Ale to wszystko stanie się wtedy, kiedy strach
zatoczy koło i tym razem nie usiądzie na moich niewidocznych ramionach.
Może nas obserwować, podziwiać jak nam wspaniale.
Jednak to niemożliwe, kiedy on wplątał się w moje włosy i ich nie opuszcza.
Twoje ramiona, Twoje oczy, Twój głos, ani Twoje bycie
nie są w stanie go wyprosić.
Ty niezdarnie myślisz, że znów coś źle, że Ty, że że że, ale to ja.
Trywialny płacz, że nie tamta z wczoraj, obiecałam Ci być taka na zawsze
wiem
ale zabrakło słów i umysłu by pomieścić zgodę na strach i zwykłą miłość z Tobą.

Everytime I look in your eyes
it starts healing

środa, 12 października 2011

the hill

Podobno śpię, a jednak źrenice szaleją pod powiekami, a łokcie podpierają na skrzypiącej wersaleczce to ciało.
Podobno żyję, a jednak czuję się martwa.
I szminka wciąż się rozciera na zbyt suchych wargach, które wciąż pękają i wydalają z siebie ostatnie hafty żywej, pędzącej na oślep krwi.
Podobno umiem mówić, jednak żadnych słów nie pamiętam.
Mam jeszcze ciepłe uda, które chętnie Cię przytulą, jestem w porządku i  porozklejanych ciał, już od dawna się nie lękam. Wręcz przeciwnie.
Jednak jestem taka biedna, nie stać mnie na gesty i uczucia.
Nic nie widać po nas, uśmiechamy się i oddzielamy noce od dni. To po tych jaskrawych kolorach, albo po braku ich wiem, kiedy czas zawiązać sznureczki na nadgarstkach i kostkach i ładnie zatańczyć dla mojej słodkiej publiczności.
I jestem martwa, mimo, że każą żyć.

czwartek, 6 października 2011

oh i know

Ręce wyczuwające zamiast Ciebie, kawałek wytartego koca.
Zgasły wszystkie piętra, widać tylko powykrzywiane cienie drzew i żar tytoniowy.
Zimność, jesień cyrkuluje przestrzeń.
Balkon maleńki, ale nasz. Wybieram między nim, a pokojem pełnym dusz.
Mam za wiele miejsca dla samej siebie, źle to wygląda. Brak tu analogi.
Nie rozumiem tego, w jaki sposób Cię kocham.

Nie rozumiesz jak mi brakuje wszystkiego.
Torsje do wewnątrz wraz z tym, co ukrywam, gdy słyszę, że znów
i znów i znów i znów
usnę szybko z obietnicami danej sobie samej, że rano pod opuszkami będzie Twój tors.


Boże, spraw aby ludzie utracili zdolność przywiązywania mnie do siebie..

piątek, 9 września 2011

autumn

Jakże to przyjemne jadąc parkiem na rowerze, zaciągnąć się buchającym zapachem suchych, kolorowych liści. Jesień. Nie poddając się żadnym zarzutom, odebrała mi dzieciństwo, matkę i chyba teraz znów kogoś ode mnie chce. Jednakże jest zapachem i krajobrazem moich cudownych wspomnień, które jeszcze mam pochowane w zakamarkach wątłej pamięci. Wspomnienia, mimo, że wywołują często u mnie potok łez, wracam do nich czym się da. Nic dla mnie nie będzie takie jak kiedyś, więc miło chociaż chwilkę poczuć coś i powspominać. Zatęsknić, mocniej niż codziennie, gdy się pamięta tak dobrze wszystko, ale nie analizuje. A przy wspomnieniach mamy czas na analizę.
Po prostu dobrze przy sobie mieć zawsze coś więcej niż teraźniejszość i Jego.
I Anglio, niedługo Cię pożegnam, zaprzyjaźniłam się u Ciebie z bulwarowym Londynem i melancholijnym Bournemouth. Wracam niebawem do swoich, stałych miejsc.


Patrz, ta jesień jak wino - purpurą rozkrwawia nam wzrok,
mam poezję i wino - będziemy się kochać co noc.

środa, 7 września 2011

tea with milk, please

W jednej chwili stoisz na, zdawałoby się, pewnym gruncie i wiesz, że możesz ufać sobie bez reszty, a w drugiej, z powodu jednej uwagi, ten grunt usuwa Ci się spod nóg i zostajesz nagle zawieszona w powietrzu.
Magiczny moment, w którym współistniejesz jedynie z jednym niewygodnym uczuciem, niczym zwarta, czasem niewygodna jedność. Lęk. Mój wieczny kochanek, który umrze razem ze mną. Pewny związek aż po grób. 
Jednak trzeba mieć nieco więcej wiary niż nieskończenie wiele by wszystko przetrwać i nie być samotnym.
Wtedy lęk, jest tylko wisienką na torcie.

niedziela, 4 września 2011

muse

Być może nie jesteś świadom, ile daję Ci wolnej wolności, której i tak nie masz bo świat w którym istniejemy nie jest tym światem, którego potrzebujemy, a ja nie jestem Bogiem i mimo, że dostajesz ode mnie wiele, to jednak i tak nie masz nic. Pustka i zimno, które towarzyszą Ci przez cały czas, to Twoi najlepsi kompani. Ale nie jesteś samotny bo kogoś tam masz, zdechłego kota, czy psa.
Więc dlaczego dalej siedzisz na krawędzi tej cholernej ulicy i patrzysz  i dotykasz i wzdrygasz się na myśl, że moi kompani byli tak wspaniali, jak Twoi, że jestem tak samo marnym pocieszeniem dla Twojego stęchłego życia, jak wszystko inne.
Jednak ja nie będę wieczna, idę na powietrze, tacy jak my tam umierają, ale ja nie.
To chyba przez czucie.
A więc czuję.
Też powinieneś kiedyś spróbować, po tym wszystkim, kojące myśli i zawsze ciepła pościel i nawet, gdy mam ten sen o lataniu, już nie potrafię w nim spaść.
Nie mówię, że mi tego brakuje, nie.
Jest dobrze, jest wspaniale, tak jak jest.





sobota, 27 sierpnia 2011


Wystukujesz rytm oddechem, cisza po woli zamienia się w korkociąg do otwierania czasu.
Myśli chowają się w kontach zwymyślane, przed powietrzem.
Siedzę przy stole z potłuczoną szklanką, gryzę raz szkło raz ścianę.
Niekaloryczny strach przed rozprostowaniem nóg, że coś je pożre.
Siedzę z sinymi łokciami, pamięć nie daje mi odpoczywać.
Ciągle strach i mocz, cierpki śmierdzący mocz, pod sobą bo czasem nawet boję się wstać do łazienki.
Mija dzień, drugi, miesiąc, sześć, dziesięć.
Smród, wymioty, pusty stół, podkulone nogi ze mną na krześle i czasem słońce, czekamy ze strachem na kolejną jesień.
Mimo, że wszystko wyklucza wszystko.


środa, 17 sierpnia 2011

calm in soul.


Opowiedz mi o tych wszystkich momentach ogromnego zwątpienia, znam je na pamięć, jakby to były Twoje rysy. Wygrawerowałam na Twoim podbródku inicjały, chyba ją znasz. Tak mocno nikt Cię jeszcze nie trzymał przy życiu. Na pewno znasz, pamiętasz, jednak nie starasz się tym żyć. Mówisz, że brakuje Ci normalności, ja chcę wracać zbyt daleko, po co wracać. Nie wygodnie dawać więcej. Noc zajada nam powieki, mijamy się, mijamy. Uczucia kuleją, mówią XXI wiek, nie wierzę już w czas, nie wierzę.
Czas dygoce na brzegach filiżanek, z którymi się zderzają nasze puste wargi.
Umieramy, umieramy, zobacz. Jednak coś mocno przywarło nas, to czas.
I bywają miedzy nami lepsze dni, jak ten.



I ty to wiesz, i ja to wiem, że nigdy dość tych nocy.

piątek, 29 lipca 2011

nie dorosłam do swych lat.

Chciałabym objąć przestrzeń i przyciągnąć ją mocno do siebie, nie dając możliwości ucieczki, w ogóle żadnych możliwości. Siedzę i czuję jak dorastam, gówno z tym robiąc.
Mija rok. Rok odkąd stoję w niczym i potwornie tęsknie. Chciałabym wszystko odwrócić, przywrócić standard taki jak kiedyś. A wydawało mi się wtedy, że to takie nic. Ile bym oddała za to nic, tylko ja wiem.
Układam równo i kolorystycznie wspomnienia w szafkach, których nie ma.
Bojąc się luster nie jestem w stanie nic osiągnąć. A czasem dobrze zobaczyć się z lustrem i zrozumieć co się w nim widzi. Jednak ja nie z tych, ja się za bardzo boję luster. Kiedy zdaję się na spotkanie z jednym z nich, wzrok wydaje się pusty i mętny, a kończyny sterczą bez możliwości zapanowania nad nimi.
Czas wyprowadzić się na spacer. Adier.

czwartek, 30 czerwca 2011

life is battlefield between body and soul


Dużo myślę. Wypalając kolejnego papierosa chwytam mocno kostki i obcieram je w skupieniu wysuszonymi koniuszkami każdego z osobna palca. Deszcz pada mocno, staram się chwytać wzrokiem pojedyncze krople i zacierać je w głowie. Analizuję nasze rozmowy o przyszłości, próbuję zaangażować swój mózg w ich zrozumienie i znowu czuję się przerażona, że wszystko tak szybko minęło. 

Siedzieliśmy długo w milczeniu, trzymając się za ręce.
Czytałam w jego oczach odwieczny lęk,
odziedziczony po przodkach,
lęk przed prawdziwą miłością i próbami,
na jakie wystawia ona mężczyznę.
Czytałam porażkę ubiegłej nocy, długie lata spędzone z dala ode mnie



 

wtorek, 7 czerwca 2011

umieraj stąd

Zawiązuję w głowie kokardki z uśpionych, głodnych wyjścia na światło dzienne myśli, później spakuję je w ozdobne pudełko, podaruję Tobie i krzyknę cicho:
- Niespodzianka!
Brak uśmiechu w Twoich oczach, ustach i w Twoim dotyku, wszystkie przegrały ze strachem.
Ja też Kochanie, ja też.




Przez ciszę i wrzask, potykam się,
gdy kredką podkreślam swoją niepewność.

czwartek, 26 maja 2011

rape.

Zjednoczyć pulsujące skronie z rytmem fal dźwiękowych, to jedyne, co dzisiaj potrafię.
Jest dziwnie, bezpiecznie, ale pusto.
Pies biegający za swoim własnym ogonem.
Czasem powinnam podnieść wzrok z czubka butów i uśmiechnąć się w Twoje oczy.
Obawiam się mon cherie, że nie potrafię już kochać.
Obawiam się swojej indywidualności, która przysłania całą resztę, wraz z zafirankowanym oknem, pod którym można by było usiąść i odpocząć.
Wolę nie lubić, nie zdążać, nie mieć czasu, nie oczekiwać.
Być ciągle na nie. Ale nawet oczywistość faktu, że jestem kobietą jakoś nie zmienia nie, na tak.
Więc nie.


tune of reverie is luring me to go much deeper into the trees.
ooooch come to me.

środa, 18 maja 2011

falling slowly

Od dłuższego już czasu, prowadzę zawziętą i jakże niemą kłótnię z odbiciami w salonie luster, gdzie w żaden sposób nie mogę być niewidoczna. Stoję tam, tak jak stałam, chucham na taflę i maluję palcem nasze misie z balonikiem w  łapce, ocieram się leniwie o kawałki luster, w których brak odbicia.
Gęsty i znudzony dym z papierosa zasłania mi Jego oblicze. Chyba w tej chwili wolałabym Go nie widzieć, nie jest mi potrzebny. Czemu jest tak, że często widzimy nie to co chcemy, tylko to co musimy?
Chciałabym zobaczyć dzisiaj Ciebie, jak stoisz, jak rozmawiasz przez telefon, jak rano wstajesz, jak czytasz wieczorem książkę, jak wychodzisz i wracasz...
Ale Ty nie wracasz już bardzo długo, tkwisz gdzieś.
Pamiętam podobną sytuację, minęło prawie 8 lat od tego, a zaczęła mi się pojawiać mgła, wspomnienia zaczęły być rzadsze i coraz mniej dopuszczane do struktury umysłu.
Nie wyobrażam sobie, aby Ciebie pozostawić w takim zawieszeniu, chociażby na chwilę..
Kiedykolwiek..
Łapię oddechy, takie same jak chwilę temu, tylko chyba ciągle nie wiem, gdzie tak naprawdę jestem.
Sny bywają zdradliwe.

Falling slowly, eyes that know me
And I can't go back
Moods that take me and erase me
And I'm painted black

środa, 4 maja 2011

owocki

Nie umiem spać, nie umiem milczeć, nie umiem być sama.
Pomóż mi wstać, poruszyć łokciem w odpowiednim kierunku.
Ślady po tym, co było przestają już być widoczne.
Teraz jest teraz i nic poza tym.
Teraz jesteśmy tu razem, siedzimy trzymając się mocno za ręce,
a słońce podpala nam wzrok i krzepi wczoraj.
Strzelamy z wiatrówek w opadające na nas chmury by którąś złapać na gorącym uczynku.
Radzę sobie, chociaż cichym krokiem zbliża się osłabienie moich szans tutaj.


I feel safe, I feel warm when you're here.

wtorek, 19 kwietnia 2011

six


Dzisiaj wszystko jest złe i lepkie od brudu. Rzygi leżą w każdym koncie pozlepiane cząstkami tego co się wydarzyło między nami i nie chce nam się tego posprzątać. Nienawidzę tego uczucia, gdy zrobię coś i w pół minuty później tego tak żałuję, że nie jestem w stanie tego unieść, tylko po prostu skoczyć z okna pieprząc wszystko. Zwijam się w kokon i przytulam do lodowatej ściany, która i tak jest cieplejsza ode mnie. Usiądź obok mnie i powiedz, że nadal jesteś we mnie szalenie zakochany, a ja tylko wtedy, gdy robię coś wbrew sobie czuję się szczęśliwa. Absurd za absurdem, toczę w swojej głowie kolejne kłamstwo, którego nijak nie mogę unieść. 
Chcę być już w domu.


Nikt nie dosłyszał twojego śmiechu, 
bo śmiałaś się zbyt gorzko, 
zbyt ochryple 
i zbyt pusto.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

hey, i am alien.


Ciepły spacer jak najlepszym lekiem na cały harmider, który nas od pewnego czasu pożera. Przystanki na huśtawkach niepotrzebnych emocji, które ostatnio mi towarzyszyły, też uspokoiły się na słońcu, chyba lubią je tak samo jak ja.
A my w tym wszystkim odnajdujemy się we wspólnym szaleństwie, czuję się dobrze, że jesteś tutaj, tak dobrze.
Prostytucyjna piosenka i kąpiel w mleku i miodzie magią na ułożony sen.
Dobranoc. 


Birds sing for you,
You can make the blue sky blush
You've got them all fooled
But I am burned out on this rush.


wtorek, 12 kwietnia 2011

instead.

Dawno nie miałam lekkiego czasu, który tak mocno zachęciłby mnie do upojnego szukania wiatru na krańcu tej ulicy. Styk i szarpnięcie ramion z drugim człowiekiem odparł wszelkie niezadowolenia, w których nieświadomie się zanurzyłam by przeanalizować wszystko. Drzewa lgną do stóp. Wydaje mi się, że wciąż idę nie rozumiejąc, dlaczego potrzeba tak wiele czasu by przywyknąć do czegokolwiek. Tylko mi się wydaje bo tak naprawdę siedzę na zardzewiałej huśtawce, dzieciaki maskują się w piaskownicy, koty, ludzie i domy się zlewają, wzrok mętnieje od nadmiaru kolorów, które niechętnie dzisiaj oglądam. Chcę odpocząć wyciszając krzyki, które podnosi moje ego. Mówiłaś: nie ty od czegoś, ale coś od ciebie ma być uzależnione. W rytm tej zasady słyszę tarcie huśtawki, zeskakuję i wciskam się w ciasny pokój by dalej zajmować się niczym.
Nadal czuję się niepojednana z rzeczywistością. Nadal.


A my z harmonii i rozdźwięku
z niecierpliwości strun spragnionych,

które od bólu łzami pękną
pod gniewem rozpalonych dłoni.

sobota, 9 kwietnia 2011

loading

Jest 2:02, za 4h wstaję do pracy.
Paczka fajek i wiadro kawy - ogólnodostępne podzespoły wspomagające współczesny pracoholizm.
Własna, wyczerpująca codzienność, chyba się w niej zakochałam na dobre.
Odczuwam coraz mocniej to wariactwo, ale jest mi dobrze i nawet śmiesznie, że przy tym wszystkim nie myślę o tym, o czym nie powinnam myśleć bo wszystkie przyrządy mam ciągle zajęte.
Czasem też siedzę na zaraz wracam i połykam lewym okiem permanentnie stojących mi nad czubkiem głowy ludzi. Jednak gdzieś uporczywie trzyma mnie ten ciągły dystans, nabrałam pokory i nie chce mi się wysilać na jakieś zbędne uczucia.
Tak, jak teraz, jest dobrze.


Bezmyślność zabija. Innych.

czwartek, 7 kwietnia 2011

i hate a mirror

Oswoić da się psa, kota, czy szynszylę.
Do człowieka można przywyknąć, dać mu się lepiej poznać, rozpatrzyć.
Zakochać można się w koszuli, chłopaku, czy kapciach.
Wszystko to oznacza jedno - cholerne przywiązanie.
Bo możne nam się tylko wydawać, że ciągle pozostajemy na zewnątrz, kiedy tak naprawdę jesteśmy w samym środku tego największego oszołomienia jakim jest przywiązanie.
A później najlepiej jest przestać być wrażliwym i uciekać...
Jednak nie da się za daleko uciekać, gdy jest się przywiązanym.
Codziennie zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo zawsze chciałam tego unikać.
Jednak najgłupszy zapach, smak, czy najbardziej oczywiste miejsce, mówią mi, że jestem taka jak wszyscy.
Że zawsze jest coś, ktoś od kogo czego nie można w żaden sposób uciec.
To dobrze.
To naprawdę BARDZO DOBRZE.


Nocne konwersacje służą pomocą metaforom neologicznym, 
gdy nawet łaskotki przybierają ludzką postać. 

wtorek, 5 kwietnia 2011

try.

Weekend jak najbardziej taki, jaki powinien być.
Blisko, jeszcze bliżej tych, których się kocha.

Dzisiaj są ptaki, słońce, lekki wiatr, roześmiane dzieciaki na placu zabaw.
No i my jesteśmy - kroczymy wąską ścieżką, budując uczucie, które powinno przetrwać.
Musi być naprawdę dobrze, skoro potrafimy mówić do siebie bez słów.
Cudownie, wspaniale, że tu jesteś.
I, że ja też mogę być.


pewnego dnia oddech naszych dzieci
przestanie być słodki, ciepły i niewinny,
bo zaczną się rozkładać od środka, 

a z ust wyzionie im śmierdząca dorosłość.

piątek, 1 kwietnia 2011

obrastam w siłę, bronię się.

Palę czwartego papierosa i łykam dziesiąty kieliszek grejpfrutowej wódki.
Opuszkiem palca spotykam okolice Twojego pępka, nucisz cicho "List do m" dżemu i popychasz kciukiem gumową zabawkę, połykając tytoniowy dym.

Mija 521 dzień.

Chcę niczego nie żałować.

12.03.2011

Zawrotna szybkość, ale o taką mi chodziło.
To niesamowite, spotykać codziennie i rozmawiać z tysiącem ścian.

Chyba lubię, gdy mi czegoś nie brakuje,
i lubię też ostatnio być sama i gdybać.
i dotykać Jego miękkiej skóry, którą mam na wyciągnięcie ręki,
doskonale.



Rankiem, kiedy się budzisz
Czas dzienny się rozpływa. 

sobota, 12 marca 2011

tik tok

Moje oczy świdrujące, odmierzają czasoprzestrzeń.
Widzę i znam tak doskonale tych ludzi, było nam razem, tak wspaniale, dobrze się bawiliśmy.
Jeżeli uważasz, że nadal należę do jakieś części tego zadufanego świata,
w którym oni już tylko czasem istnieją,
to zarzucam Ci chore marzycielstwo.
Owszem, ich ciała poruszają się w różne takty i usta wynoszą daleko jakieś słowa,
jednak to, co czas zrobił...
Wobec czasu jesteśmy bezbronni, zakrzykujemy siebie nawzajem.
Oduczyłam się należeć, mimo wszystko czuję wolność i brak przynależności do czegokolwiek.
Ciekawe na jak długo...
Wyglądam z niepokojem na zmartwychwstanie swoich zachcianek.



 Miłośc jest moim przekleństwem.