piątek, 9 września 2011

autumn

Jakże to przyjemne jadąc parkiem na rowerze, zaciągnąć się buchającym zapachem suchych, kolorowych liści. Jesień. Nie poddając się żadnym zarzutom, odebrała mi dzieciństwo, matkę i chyba teraz znów kogoś ode mnie chce. Jednakże jest zapachem i krajobrazem moich cudownych wspomnień, które jeszcze mam pochowane w zakamarkach wątłej pamięci. Wspomnienia, mimo, że wywołują często u mnie potok łez, wracam do nich czym się da. Nic dla mnie nie będzie takie jak kiedyś, więc miło chociaż chwilkę poczuć coś i powspominać. Zatęsknić, mocniej niż codziennie, gdy się pamięta tak dobrze wszystko, ale nie analizuje. A przy wspomnieniach mamy czas na analizę.
Po prostu dobrze przy sobie mieć zawsze coś więcej niż teraźniejszość i Jego.
I Anglio, niedługo Cię pożegnam, zaprzyjaźniłam się u Ciebie z bulwarowym Londynem i melancholijnym Bournemouth. Wracam niebawem do swoich, stałych miejsc.


Patrz, ta jesień jak wino - purpurą rozkrwawia nam wzrok,
mam poezję i wino - będziemy się kochać co noc.

środa, 7 września 2011

tea with milk, please

W jednej chwili stoisz na, zdawałoby się, pewnym gruncie i wiesz, że możesz ufać sobie bez reszty, a w drugiej, z powodu jednej uwagi, ten grunt usuwa Ci się spod nóg i zostajesz nagle zawieszona w powietrzu.
Magiczny moment, w którym współistniejesz jedynie z jednym niewygodnym uczuciem, niczym zwarta, czasem niewygodna jedność. Lęk. Mój wieczny kochanek, który umrze razem ze mną. Pewny związek aż po grób. 
Jednak trzeba mieć nieco więcej wiary niż nieskończenie wiele by wszystko przetrwać i nie być samotnym.
Wtedy lęk, jest tylko wisienką na torcie.

niedziela, 4 września 2011

muse

Być może nie jesteś świadom, ile daję Ci wolnej wolności, której i tak nie masz bo świat w którym istniejemy nie jest tym światem, którego potrzebujemy, a ja nie jestem Bogiem i mimo, że dostajesz ode mnie wiele, to jednak i tak nie masz nic. Pustka i zimno, które towarzyszą Ci przez cały czas, to Twoi najlepsi kompani. Ale nie jesteś samotny bo kogoś tam masz, zdechłego kota, czy psa.
Więc dlaczego dalej siedzisz na krawędzi tej cholernej ulicy i patrzysz  i dotykasz i wzdrygasz się na myśl, że moi kompani byli tak wspaniali, jak Twoi, że jestem tak samo marnym pocieszeniem dla Twojego stęchłego życia, jak wszystko inne.
Jednak ja nie będę wieczna, idę na powietrze, tacy jak my tam umierają, ale ja nie.
To chyba przez czucie.
A więc czuję.
Też powinieneś kiedyś spróbować, po tym wszystkim, kojące myśli i zawsze ciepła pościel i nawet, gdy mam ten sen o lataniu, już nie potrafię w nim spaść.
Nie mówię, że mi tego brakuje, nie.
Jest dobrze, jest wspaniale, tak jak jest.