wtorek, 19 kwietnia 2011

six


Dzisiaj wszystko jest złe i lepkie od brudu. Rzygi leżą w każdym koncie pozlepiane cząstkami tego co się wydarzyło między nami i nie chce nam się tego posprzątać. Nienawidzę tego uczucia, gdy zrobię coś i w pół minuty później tego tak żałuję, że nie jestem w stanie tego unieść, tylko po prostu skoczyć z okna pieprząc wszystko. Zwijam się w kokon i przytulam do lodowatej ściany, która i tak jest cieplejsza ode mnie. Usiądź obok mnie i powiedz, że nadal jesteś we mnie szalenie zakochany, a ja tylko wtedy, gdy robię coś wbrew sobie czuję się szczęśliwa. Absurd za absurdem, toczę w swojej głowie kolejne kłamstwo, którego nijak nie mogę unieść. 
Chcę być już w domu.


Nikt nie dosłyszał twojego śmiechu, 
bo śmiałaś się zbyt gorzko, 
zbyt ochryple 
i zbyt pusto.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

hey, i am alien.


Ciepły spacer jak najlepszym lekiem na cały harmider, który nas od pewnego czasu pożera. Przystanki na huśtawkach niepotrzebnych emocji, które ostatnio mi towarzyszyły, też uspokoiły się na słońcu, chyba lubią je tak samo jak ja.
A my w tym wszystkim odnajdujemy się we wspólnym szaleństwie, czuję się dobrze, że jesteś tutaj, tak dobrze.
Prostytucyjna piosenka i kąpiel w mleku i miodzie magią na ułożony sen.
Dobranoc. 


Birds sing for you,
You can make the blue sky blush
You've got them all fooled
But I am burned out on this rush.


wtorek, 12 kwietnia 2011

instead.

Dawno nie miałam lekkiego czasu, który tak mocno zachęciłby mnie do upojnego szukania wiatru na krańcu tej ulicy. Styk i szarpnięcie ramion z drugim człowiekiem odparł wszelkie niezadowolenia, w których nieświadomie się zanurzyłam by przeanalizować wszystko. Drzewa lgną do stóp. Wydaje mi się, że wciąż idę nie rozumiejąc, dlaczego potrzeba tak wiele czasu by przywyknąć do czegokolwiek. Tylko mi się wydaje bo tak naprawdę siedzę na zardzewiałej huśtawce, dzieciaki maskują się w piaskownicy, koty, ludzie i domy się zlewają, wzrok mętnieje od nadmiaru kolorów, które niechętnie dzisiaj oglądam. Chcę odpocząć wyciszając krzyki, które podnosi moje ego. Mówiłaś: nie ty od czegoś, ale coś od ciebie ma być uzależnione. W rytm tej zasady słyszę tarcie huśtawki, zeskakuję i wciskam się w ciasny pokój by dalej zajmować się niczym.
Nadal czuję się niepojednana z rzeczywistością. Nadal.


A my z harmonii i rozdźwięku
z niecierpliwości strun spragnionych,

które od bólu łzami pękną
pod gniewem rozpalonych dłoni.

sobota, 9 kwietnia 2011

loading

Jest 2:02, za 4h wstaję do pracy.
Paczka fajek i wiadro kawy - ogólnodostępne podzespoły wspomagające współczesny pracoholizm.
Własna, wyczerpująca codzienność, chyba się w niej zakochałam na dobre.
Odczuwam coraz mocniej to wariactwo, ale jest mi dobrze i nawet śmiesznie, że przy tym wszystkim nie myślę o tym, o czym nie powinnam myśleć bo wszystkie przyrządy mam ciągle zajęte.
Czasem też siedzę na zaraz wracam i połykam lewym okiem permanentnie stojących mi nad czubkiem głowy ludzi. Jednak gdzieś uporczywie trzyma mnie ten ciągły dystans, nabrałam pokory i nie chce mi się wysilać na jakieś zbędne uczucia.
Tak, jak teraz, jest dobrze.


Bezmyślność zabija. Innych.

czwartek, 7 kwietnia 2011

i hate a mirror

Oswoić da się psa, kota, czy szynszylę.
Do człowieka można przywyknąć, dać mu się lepiej poznać, rozpatrzyć.
Zakochać można się w koszuli, chłopaku, czy kapciach.
Wszystko to oznacza jedno - cholerne przywiązanie.
Bo możne nam się tylko wydawać, że ciągle pozostajemy na zewnątrz, kiedy tak naprawdę jesteśmy w samym środku tego największego oszołomienia jakim jest przywiązanie.
A później najlepiej jest przestać być wrażliwym i uciekać...
Jednak nie da się za daleko uciekać, gdy jest się przywiązanym.
Codziennie zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo zawsze chciałam tego unikać.
Jednak najgłupszy zapach, smak, czy najbardziej oczywiste miejsce, mówią mi, że jestem taka jak wszyscy.
Że zawsze jest coś, ktoś od kogo czego nie można w żaden sposób uciec.
To dobrze.
To naprawdę BARDZO DOBRZE.


Nocne konwersacje służą pomocą metaforom neologicznym, 
gdy nawet łaskotki przybierają ludzką postać. 

wtorek, 5 kwietnia 2011

try.

Weekend jak najbardziej taki, jaki powinien być.
Blisko, jeszcze bliżej tych, których się kocha.

Dzisiaj są ptaki, słońce, lekki wiatr, roześmiane dzieciaki na placu zabaw.
No i my jesteśmy - kroczymy wąską ścieżką, budując uczucie, które powinno przetrwać.
Musi być naprawdę dobrze, skoro potrafimy mówić do siebie bez słów.
Cudownie, wspaniale, że tu jesteś.
I, że ja też mogę być.


pewnego dnia oddech naszych dzieci
przestanie być słodki, ciepły i niewinny,
bo zaczną się rozkładać od środka, 

a z ust wyzionie im śmierdząca dorosłość.

piątek, 1 kwietnia 2011

obrastam w siłę, bronię się.

Palę czwartego papierosa i łykam dziesiąty kieliszek grejpfrutowej wódki.
Opuszkiem palca spotykam okolice Twojego pępka, nucisz cicho "List do m" dżemu i popychasz kciukiem gumową zabawkę, połykając tytoniowy dym.

Mija 521 dzień.

Chcę niczego nie żałować.

12.03.2011

Zawrotna szybkość, ale o taką mi chodziło.
To niesamowite, spotykać codziennie i rozmawiać z tysiącem ścian.

Chyba lubię, gdy mi czegoś nie brakuje,
i lubię też ostatnio być sama i gdybać.
i dotykać Jego miękkiej skóry, którą mam na wyciągnięcie ręki,
doskonale.



Rankiem, kiedy się budzisz
Czas dzienny się rozpływa.