Ręce wyczuwające zamiast Ciebie, kawałek wytartego koca.
Zgasły wszystkie piętra, widać tylko powykrzywiane cienie drzew i żar tytoniowy.
Zimność, jesień cyrkuluje przestrzeń.
Balkon maleńki, ale nasz. Wybieram między nim, a pokojem pełnym dusz.
Mam za wiele miejsca dla samej siebie, źle to wygląda. Brak tu analogi.
Nie rozumiem tego, w jaki sposób Cię kocham.
Nie rozumiesz jak mi brakuje wszystkiego.
Torsje do wewnątrz wraz z tym, co ukrywam, gdy słyszę, że znów
i znów i znów i znów
usnę szybko z obietnicami danej sobie samej, że rano pod opuszkami będzie Twój tors.
Boże, spraw aby ludzie utracili zdolność przywiązywania mnie do siebie..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz