wtorek, 12 kwietnia 2011

instead.

Dawno nie miałam lekkiego czasu, który tak mocno zachęciłby mnie do upojnego szukania wiatru na krańcu tej ulicy. Styk i szarpnięcie ramion z drugim człowiekiem odparł wszelkie niezadowolenia, w których nieświadomie się zanurzyłam by przeanalizować wszystko. Drzewa lgną do stóp. Wydaje mi się, że wciąż idę nie rozumiejąc, dlaczego potrzeba tak wiele czasu by przywyknąć do czegokolwiek. Tylko mi się wydaje bo tak naprawdę siedzę na zardzewiałej huśtawce, dzieciaki maskują się w piaskownicy, koty, ludzie i domy się zlewają, wzrok mętnieje od nadmiaru kolorów, które niechętnie dzisiaj oglądam. Chcę odpocząć wyciszając krzyki, które podnosi moje ego. Mówiłaś: nie ty od czegoś, ale coś od ciebie ma być uzależnione. W rytm tej zasady słyszę tarcie huśtawki, zeskakuję i wciskam się w ciasny pokój by dalej zajmować się niczym.
Nadal czuję się niepojednana z rzeczywistością. Nadal.


A my z harmonii i rozdźwięku
z niecierpliwości strun spragnionych,

które od bólu łzami pękną
pod gniewem rozpalonych dłoni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz