Nienawiść we mnie pęcznieje.
Mam w sobie ogromny przyrost obojętności.
Czy tak rodzą się zbrodniarze?
Resztki mojego człowieczeństwa karmię miłością i ludźmi, którzy walczą ze mną o mnie.
Ciągle odwieczne walki umysłu czy wybieram właściwą drogę i czy aby na pewno wiem dokąd iść.
Boję się, ale dokładnie czuję w sobie to doskonałe uczucie, że warto pchać się pod prąd.
Potrzeba mi juz tylko ratowania siebie.
Próba sił.
Próba sił.
Bez was już dawno bym umarła.

