Więc dlaczego dalej siedzisz na krawędzi tej cholernej ulicy i patrzysz i dotykasz i wzdrygasz się na myśl, że moi kompani byli tak wspaniali, jak Twoi, że jestem tak samo marnym pocieszeniem dla Twojego stęchłego życia, jak wszystko inne.
Jednak ja nie będę wieczna, idę na powietrze, tacy jak my tam umierają, ale ja nie.
To chyba przez czucie.
A więc czuję.
Też powinieneś kiedyś spróbować, po tym wszystkim, kojące myśli i zawsze ciepła pościel i nawet, gdy mam ten sen o lataniu, już nie potrafię w nim spaść.
Nie mówię, że mi tego brakuje, nie.
Jest dobrze, jest wspaniale, tak jak jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz