sobota, 27 sierpnia 2011


Wystukujesz rytm oddechem, cisza po woli zamienia się w korkociąg do otwierania czasu.
Myśli chowają się w kontach zwymyślane, przed powietrzem.
Siedzę przy stole z potłuczoną szklanką, gryzę raz szkło raz ścianę.
Niekaloryczny strach przed rozprostowaniem nóg, że coś je pożre.
Siedzę z sinymi łokciami, pamięć nie daje mi odpoczywać.
Ciągle strach i mocz, cierpki śmierdzący mocz, pod sobą bo czasem nawet boję się wstać do łazienki.
Mija dzień, drugi, miesiąc, sześć, dziesięć.
Smród, wymioty, pusty stół, podkulone nogi ze mną na krześle i czasem słońce, czekamy ze strachem na kolejną jesień.
Mimo, że wszystko wyklucza wszystko.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz