Wiosna wybuchła, z dnia na dzień.
Słońce maltretuje mnie swoimi oszalałymi promieniami.
Z sekundy na sekundę duszące pąki, piszczące ptaki.
Wiosna jest piękna, lato też, jednak ja najbardziej lubię barykadować się w mroźne dni,
jedyny głupi pretekst bym czuła się samotna.
Na co dzień zbyt duży tu tłum, zbyt wiele słów, rąk, pomysłów.
Moje conocne paranoje, wczoraj wypełzły spod poduszek i zwilżyły Jego dłonie,
udałam, że to katar.
Słońce maltretuje mnie swoimi oszalałymi promieniami.
Z sekundy na sekundę duszące pąki, piszczące ptaki.
Wiosna jest piękna, lato też, jednak ja najbardziej lubię barykadować się w mroźne dni,
jedyny głupi pretekst bym czuła się samotna.
Na co dzień zbyt duży tu tłum, zbyt wiele słów, rąk, pomysłów.
Moje conocne paranoje, wczoraj wypełzły spod poduszek i zwilżyły Jego dłonie,
udałam, że to katar.
Nie uwierzył, ale zamilkł, wie, że nie lubię pytań.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz