Podobno śpię, a jednak źrenice szaleją pod powiekami, a łokcie podpierają na skrzypiącej wersaleczce to ciało.
Podobno żyję, a jednak czuję się martwa.
I szminka wciąż się rozciera na zbyt suchych wargach, które wciąż pękają i wydalają z siebie ostatnie hafty żywej, pędzącej na oślep krwi.
Podobno umiem mówić, jednak żadnych słów nie pamiętam.
Mam jeszcze ciepłe uda, które chętnie Cię przytulą, jestem w porządku i porozklejanych ciał, już od dawna się nie lękam. Wręcz przeciwnie.
Jednak jestem taka biedna, nie stać mnie na gesty i uczucia.
Nic nie widać po nas, uśmiechamy się i oddzielamy noce od dni. To po tych jaskrawych kolorach, albo po braku ich wiem, kiedy czas zawiązać sznureczki na nadgarstkach i kostkach i ładnie zatańczyć dla mojej słodkiej publiczności.
I jestem martwa, mimo, że każą żyć.
Widzę, że dobra kupa była! Hehehe!
OdpowiedzUsuń